wtorek, 5 grudnia 2017

Kraków

   Kraków jaki jest wszyscy wiemy. To moja trzecia wizyta w tym miejscu. Pierwszy raz był dość nietypowy ponieważ odbywał się podczas pielgrzymki Benedykta XVI do naszego kraju  w 2006. Dość nietypowo gdyż sama byłam pierwszy raz w tym mieście a już tłumaczyłam pielgrzymom jak dość na Błonia w ramach Białej Służby organizowanej przez ZHR.  Drugi raz to była wycieczka szkolna za czasów liceum. Wtedy miałam więcej czasu na pospacerowanie po mieście i poznanie jego klimatu. 
   W tym roku postanowiłam, że pokaże mojej drugiej połówce inną część Polski, za cel obrałam Kraków , Oświęcim i Zakopane z naciskiem na Tatry. 
   Kraków to wiadomo wysokie ceny. Naprawdę wysokie. Generalnie Polska stała się dość droga w ciągu kliku ostatnich lat patrząc z perspektywy turysty. Za cenę obiadu z Zakopanem miałam obiad w górskiej miejscowości w austriackich Alpach. Ale nie o cenach teraz mowa.  Aczkolwiek im dalej od centrum  tym ceny wydają się bardziej ludzkie. Same Stare miasto to masa turystów o każdej porze dnia i nocy więc dla osób jak mój chłopak było to na zasadzie "pójść, zobaczyć, pójść dalej". On nie lubi tłumów. Nawet na Wawelu wydawało się być spokojniej. 


 W okolicach Starego Miasta mogę polecić  "House of Burger". Burgery dobre, frytki jeszcze bardziej jedyna wada to brak "normalnego " piwa do wypicia. Czytaj ja piję te najbardziej popularne ale smakosze tego trunku znajdą tutaj coś dla siebie. 





Natrafiliśmy na pikietę w sprawię sądów. Co tam się działo.. 



Wawel 


   I jak jestem przy Wawelu. Czy tylko ja byłam zrozpaczona widząc pierwszy raz Smoka Wawelskiego. Czytając legendy myślałam, że zobaczę posąg wielkiego stworzenia a to co zobaczyłam przypomina co najwyżej jaszczurkę z parku. Dobrze, że to było kilka late temu, teraz mogłam przejść obok niego bez żadnego żalu na sercu. 



Wieczór spędziliśmy na Kazimierzu, historycznie żydowskiej dzielnicy miasta. Kiedyś podobno było tam niebezpiecznie teraz jest to bardziej hipsterska miejscówka którą każdy chce zobaczyć. Obowiązkowo odczekaliśmy w kolejce i zjedliśmy słynne zapiekanki, czy było warto nie wiem zapiekana jak zapiekanka ale Kazimierz ma swój urok chętnie tam powrócę. 








Teraz coś czego nie polecam. Nocleg znalazłam przez Airbnb ale było to nic innego jak hostel. Royal Town Apartamenst  a dokładnie  jedno z mieszkań  przy ulicy Lubomirskiego. Jedyną zaletą tego miejsca jest chyba dobra lokalizacja bo zaraz przy Dworcu Głównym i to na tyle. Mieszkanie to nie jest , jest to kawalerka z łazienką. Wyremontowana nie powiem ale zrobione na zasadzie kupienia mebli z Ikea żeby ładnie wyglądało. W kuchni nie ma nic co może nam się przydać do gotowania /  funkcjonowania. Generalnie to szkoda gadać a cena dość wysoka.  do tego prawie centrum miasta a problemy ze złapaniem sygnału telewizyjnego. Mój chłopak machał anteną jak za starych dobrych czasów robili nasi rodzice. Za oknem do trzeciej nad ranem imprezowali panowie robotnicy. A od szóstej zaczeli dalej pracować. 


Z polecenia znanych youtuberek zjadłam też czarne lody, jak ktoś lubi słodkie to polecam .








poniedziałek, 9 października 2017

Morze Bałtyckie #2

Lipiec 2017, okolice Mielna. 










niedziela, 10 września 2017

Neuschwanstein / Hohenschwangau / Füssen

   Na wstępie powiem, że niedziela to zły pomysł na zwiedzanie atrakcji o skali "międzynarodowej". Tłumy turystów są wtedy niemiłosierne  co jest męczące i irytujące (tym bardziej gdy ludzie nie znają podstawowych form dobrego wychowania i zachowania  ) ale to każdy chyba wie. Dodając do tego chorobę która nam nie odpuszcza i ponad 30 stopniowy upał i mamy mieszankę wybuchową. 

  Neuschwanstein chciałam zobaczyć bardzo toż to najbardziej znany zamek świata. Co-  jak - jak najbardziej ? Tak, oglądasz go za każdym razem oglądając produkcje wychodzące spod skrzydeł wytwórni Walta Disneya.  To tym miejscem inspirował się Disney "budując " zamek dla z Królewny Śnieżki. 

   Zamek z zewnątrz wygląda obłędnie i nie można temu zaprzeczyć. Ba jest to nawet najczęściej fotografowana budowla w Niemczech. O historii, kto , komu po co i dlaczego zamek wybudował możecie poczytać w internecie. Powiem tylko, że zamek powstał na "widzi mi się" króla który nie miał w planach udostępniać go odwiedzającym. Komnaty można zwiedzać tylko z przewodnikiem czego ja nie uczyniłam. Jak już pisałam (albo nie ? ) mnie zamki interesują tylko z zewnątrz, wnętrza nigdy mnie nie interesowały gdyż to nie mój okręg zainteresować. Dobra z wyjątkiem Książa ale to "mój zamek " a i tak bardziej interesuje mnie co działo się w nim podczas II Wojny Światowej. 





Zamek Hohenschwangau  otoczony górami


   Zamek najczęściej jest fotografowany z południowej fasady z Mostu Marii i oczywiście ja też nie mogłam sobie takiego zdjęcia nie zrobić. To co na moście się dzieje to jest teatr połączony z cyrkiem. Tłumy ludzi, ochrona wpuszczająca ograniczoną liczbę osób na most co jest dla mnie zrozumiałe. Ludzie wchodzą na most i zatrzymują się na jego początku  gdzie po drugiej stronie panuje totalna pustka z której my skorzystaliśmy. Most od 2015 roku był w renowacji i oddano go do użytku rok później co nie oznacza że jest to nowoczesny obiekt. Zazwyczaj nie umieszczam tego typu informacji na blogu ale musiałam to napisać.

Zamiast wracać drogą asfaltową wracaliśmy drogą boczną co było pięknym doznaniem gdyż mijały nas tylko trzy osoby podczas całego spaceru. 



   Wracając zajechaliśmy do miejscowości Füssen gdzie odkryliśmy spokojny park oraz charakterystyczne niemieckie stare miasto. Jeżeli chcesz uciec od zgiełku który zobaczyłeś przy zamku to polecam bardzo.





    A teraz kilka wskazówek  i informacji : 
- Jeżeli nie lubisz tłumów, ludzi zatrzymujących się na środku ścieżki, nie patrzących na innych-  nie wybieraj niedzieli. W sumie nie wybieraj lata chociaż słyszałam, że tam jest tak przez cały rok. 
Widziałam wielu turystów w swoim życiu i przykro, że to mówię ale Azjaci są najgorzej wychowani. Może to tylko to, że zachowują się najgłośniej, są najliczniejszą grupą ale to nie zmienia faktu, że Polacy przy nich to grzeczne owieczki. 
 - Jeżeli chcesz zwiedzić wnętrze zamku bilet zamów online inaczej długo będziesz stał w kolejce. 
- Przygotuj się na spacer. Oczywiście można podjechać autobusem pod Most Marii bądź bryczką pod sam Zamek Neuschwanstein ale o tych ludziach mam takie samo zdanie jak o tych jadących bryczką nad Morskie Oko. A co najważniejsze zaoszczędzisz plus idąc "nie główną drogą" będziesz mógł cieszyć się chwilą w otoczeniu natury. 

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Seefelder Joch

   Ta wędrówka miała być naszą najbardziej wymagającą i taka była. Nie tylko dlatego, że była to najwyższa góra na jaką weszłam do tej pory samodzielnie w życiu. Nie dlatego, że przez pomyłkę (ah to czytanie map ) wybraliśmy bardziej strome i wymagające podejście. Nie dlatego, że cały dzień byliśmy na Słońcu bez możliwości ukrycia się w cieniu. A dlatego, że się zatrułam. Wiem czym, wiem gdzie, wiem jaką ilością. Już poprzedniego wieczoru trochę dziwnie "burczało" mi w brzuchu ale przecież na tej wyjazd szykowałam się od kilku tygodniu a problemy po przespanej nocy przejdą - nie, nie przeszły a w kolejnych dniach nawet się nasiliły. 

   Do miasteczka Seefeld dojechaliśmy w kilkanaście minut z Mittenwald, pod wejściem na szlak parkingi były darmowe,  prawie puste (o tym, że wyciągi były pozamykane już pisałam). Początek szlaku był prostu, szeroko droga z ostrym podejściem jak to w Austrii bywa. Potem wyczytaliśmy z mapy (źle ) iż mamy się kierować w prawo. Szlak zrobił się wąski na jedną osobę, kamienisty, miejscami dość stromy ale jakoś nie zdziwiło mnie że podczas godziny mijały nas tylko trzy osoby. Przecież to Aply to dość normalne. Jakie było nasze zdziwienie gdy po pewnym czasie doszliśmy do punktu gdzie nasz szlak łączył się z drogą na której zaczynaliśmy wędrókę, ona cały czas tam była a jak się okazało my po prostu szliśmy szlakiem krótszym ale trudniejszym. Chociaż patrząc na to teraz dobrze, że tak się stało bo może i tamten szlak był łatwiejszy ale dłuższy a dwa wracając nie powtarzaliśmy szlaku. 

   Od schroniska (dobra schronisko to nie jest bardziej kompleks sportowy ) Rosshütte na Seefelder Joch biegł zwykły szlak górski szlak ale po co iść szlakiem skoro można iść "na skróty" po zboczu góry. Zboczu które w ciągu lata jest pastwiskiem dla okolicznych zwierząt. Taki sposób wędrówki na szczyt wybrała większość czyli te klika osob które spotkaliśmy.  I tutaj powiem, zbocze było strome, podejście męczące a ja miałam jakieś dziwne bóle brzucha, krótko mówiąc nie było wesoło. 

   Na Seefelder Joch (2060 m.n.p.m) wdrapaliśmy się w godzinach popołudniowych i już zapomniałam o męczącym podejściu, zatruciu i gorącu bo widoki wynagradzały to wszystko. Wiem, że zdjęcia tego nie ukazują ale tam naprawdę było pięknie ! Na miejscu było tylko kilka osób które akurat się opalały więc generalnie cisza i spokój. 
   Po chwili odpoczynku ruszyliśmy w kierunku Seefelder Spitze (2221 m.n.p.m) ale jakieś 300 metrów od szczytu odpuściłam. I ojejku tak blisko a ja zrezygnowałam? Wejść na sam szczyt może i bym weszła ale z zejściem było by trudniej. Trudno opisać ten mój "lęk wysokości" to raczej temat na inny post. Ale podejście nie było trudne więc każdy "normalny " bez lęków sobie poradzi. Może porównam to do Giewontu. Każdy nawet laik wejdzie ale ja nie bo się boje, czego dokładnie sama nie wiem. Przecież z Kasprowego na Kopę Kondracką też trzeba trochę poskakać po skałach  a dałam radę.  Dodam tylko, że z Seefelder Spitze można dostać się na Reither Spitze (2374 m.n.p.m) ale to jest już przeprawa dla bardziej zaawansowanych. 

Zejście trwało długo ale jak już pisałam, drogą od schroniska (ta którą nie weszliśmy ) była długa. Długa i na Słońcu a my już byliśmy spaleni chociaż wysmarowaliśmy się filtrami do tego dodamy zmęczenie plus moje zatrucie i mamy mieszankę "doskonałą". 

   Dodam jeszcze tylko, że na sam Seefelder Joch można wjechać wyciągiem krzesełkowym z wysokości schroniska o ile działa. Do schroniska można także dojechać albo wyciągiem krzesełkowym bądź czymś na wzór wagonu pociągowego.  Zimą jest to raj dla narciarzy więc tłumy panują tam niemiłosierne a gdy my byliśmy.. . no cóż wszystko pozamykane i kilkanaście osób na szlaku - raj :) 



Widoki z Seefelder Joch






Jak już pisałam wcześniej na Seefelder Spitze się nie wdrapałam ale uważam, że przeszłam dość spory kawałek z Seefelder Joch w kierunku Seefelder Spitze. Jestem z siebie dumna. 



Od tego wyjazdu kijki to nasi nowi przyjaciele w podróży. 



Ostatnie dwa zdjęcia zrobiłam już telefonem gdyż byłam zbyt zmęczona żeby wyciągać aparat z plecaka.