środa, 27 lutego 2013

Dodatki.

  Każdy posiada jakieś hobby. Gdzie pasję w życiu ma się tylko jedną i raczej niezmienną to zainteresować można mieć kilka i mogą się nam one od czasu do czasu zmieniać. Ja zainteresowań mam kilka i podzielę się nimi z Wami. 
  Mania kupowania kolczyków. Przez ostatnie 5 lat wydałam tyle na kolczyki, że w sumie dobrą wycieczkę za to mogła bym sobie za sponsorować.  Niestety dnia dzisiejszego moja kolekcja nie jest ogromna gdyż kolczyki mają to do siebie, że się gubią. Ostatnio zgubiłam swoje ulubione (znalezione fakt faktem wraz z portfelem w centrum Frankfurtu) i jest mi dość przykro bo wiem, że takich samych już nie znajdę. 



 Za te zapłaciłam 10 zł w drewnianej budce gdzieś na Krakowskim Rynku. Jedne z ulubionych. 

Te których ostrość nie złapała to moje najmłodsze dzieci kolekcji. Cena normalna 5 euro, obok cena z złotówkach 25 zł. Aż że w Niemczech wieczne wyprzedaże kupiłam je za 1 euro. Sądzę, że w Polsce nikt by ich nie przecenił na 4 zł. 

 Aniołki ;) Zostały stworzone z modeliny przez moją koleżankę ze szkolnej ławki czasów Liceum. 

 Ostatnio zaczęły podobać mi się małe, drobne kolczyki. W Primarku widziałam 10 par za 3, 50 euro więc się skuszę ;)
 
Te zostały zrobione z ceraty. 

 Całujących się kupiłam za pieniądze ze swoje pierwszej Polskiej wypłaty. Były też rowerki ale wyparowały. 


W czasach Gimnazjum w kręgach harcerskich modne było noszenie spinaczy ;D Wiem, dość drastyczne. Moje zazwyczaj były w paski i miały jeszcze dodatki. Tutaj widać kuleczka się już starła. 

Złota oraz srebra nie lubię. Może inaczej - złotem nie lubię być obwieszona a na prawdziwe srebro mam uczulenie co jest dość mało spotykane. Jedyne złote dodatki to prezenty z 18tych urodzin. Zakładane na rodzinne uroczystości. 

 Wisiorek. Cena 7 euro w złotówkach było napisane 29 zł (NIGDY nie dała bym za to w Polsce tyle kasy) a że w Niemczech wyprzedaże zapłaciłam 1 euro. 


 Kiedyś takich miałam z 15. Teraz posiadam tylko jedną i to sklejoną kropelką ;) 


  Tym włosy może miałam spięte raz - ale i tak ją lubię ;) 

 Też pozostałość sprzed kilku lat. 

Tego jest zawsze mało! Będąc w Primarku kupiłam 50 sztuk za 3 euro co a żeby je mieć i mieć aczkolwiek i tak kilka już zniknęło. 

A to nie jest moje ale mam i nawet czasem zakładam. 


 Sweet focia z 3 klasy gimnazjum ;) 

Teraz mam cel - - znaleźć kolczyki "matrioszki" ! ;) 

PS. Idę sobie dzisiaj chodnikiem a tutaj zwinięte leży 45 euro i czeka aż je podniosę. I ktoś mi powie, że pieniądze nie leżą na ulicy. A do osobnika które je zgubił : "Es tut mir leid" ;) 


środa, 20 lutego 2013

Światowa Organizacja Ruchu Skautowego.


Światowa Organizacja Ruchu Skautowego a w oryginale  World Organization of the Scout Movement (WOSM).


Organizacja powstała w 1922 roku  (inne źródła mówią o 1920r) ciesząc się akceptacją twórcy skautingu generała Roberta Baden-Powella.

Wizja : "Tworzenie lepszego świata...".
Misja : "Przygotowanie młodych ludzi do życia w społeczeństwie".





"Jestem jednym z 30u milionów..." !


Filmiki stworzone podczas XXII Jamboree w Szwecji. 

 WOSM jest organizacją uznaną i szanowaną przez organizacje międzynarodowe, blisko współpracującą z Organizacją Narodów Zjednoczonych, Międzynarodowym Czerwonym Krzyżem, Radą Europy i innymi. Członkostwo WOSM jest otwarte dla wszystkich narodowych organizacji skautowych, które spełniają wymogi członkostwa Wymogi te to między innymi: posiadanie osobowości prawnej i statusu zatwierdzonego przez Komitet Światowy, niezależność, apolityczność, dobrowolny charakter organizacji, przyjęcie celów, zasad i metody skautowej, otwartość na wszystkich akceptujących te zasady. Z każdego kraju może zostać przyjęta tylko jedna organizacja skautowa bądź federacja organizacji. W tym przypadku Polskę reprezentuje ZHP.






 Obecnie WOSM zrzesza ponad 30 milionów skautek i skautów w 216 krajach świata W 35 krajach skauting istnieje, lecz organizacje promujące ten ruch nie należą do WOSM. W związku z tym na świecie pozostaje tylko 6 krajów, w których ruch skautowy jeszcze się nie rozwinął. Świat skautowy podzielony jest na rejony usprawniające jego działanie: rejon interamerykański, europejski, arabski, afrykański, euroazjatycki i azjatycko-oceaniczny.



Z albumu autorki:  "Harcerstwo to ruch ludzi wiecznie młodych".

Zlot Hufca Ziemi Wałbrzyskiej rok 2011. 

Rok 2011. 

Turniej św. Jerzego rok 2008. 


Z okazji Dnia Myśli Braterskiej, życzę Wam Druhny i Druhowie wiary w działanie, chęci oraz wiary, że  tworzeni dobrego  świata wcale nie jest takie trudne jak się nam zdaje! 

--..   --- -.- .- --.. .--- ..   -.. -. .. .-   -- -.-- ...-... .-.. ..   -... .-. .- - . .-. ... -.- .. . .--- --..--   --..-. -.-- -.-. --.. ..-..   .-- .- --   -.. .-. ..- .... -. -.--   ..   -.. .-. ..- .... --- .-- .. .   .-- .. .- .-. -.--   .--   -.. --.. .. .- .-..- .- -. .. . --..--   -.-. .... ..-.. -.-. ..     --- .-. .- --..   .-- .. .- .-. -.-- --..--   --..-. .     - .-- --- .-. --.. . -. ..   -. --- .-- . --. ---   ...-... .-- .. .- - .-   .-- -.-. .- .-.. .   -. .. .   .--- . ... -   - .- -.- .. .   - .-. ..- -.. -. .   .--- .- -.-   ... .. ..-..   -. .- --   --.. -.. .- .--- . ! 
 ;)



Autorka. 



środa, 13 lutego 2013

Po końcu i po początku.

Ogłaszam że jestem i żyję. Po wspaniałym pożegnaniu z host rodzinką i znajomymi. Po dostaniu masy prezentów których się nie spodziewałam ( w tym Nikona to co było dla mnie szokiem ogromnym ;D) po płaczu nadszedł ten czas, że jestem już na swoim. Na swoim mam na myśli z moim lubym przy boku w mieszkaniu dość dużym i miasteczku które już wcześniej polubiłam. 

Wiadomo, że wejście w samodzielność bywa trudne. Ja jestem w trakcie szukania pracy i jak wiemy jest to dość trudne. Ale bądźmy dobrej nadziej, że i mi się ułoży. 

Mieszkam w blogk, piętra 4. Ja na ostatnim rzecz jasna, poddasze i takie tam. Sąsiadów brak. Pierwsze piętro jest wolne, może kiedyś ktoś zamieszka. Na drugim piętrze - dentysta. Na trzecim piętrze - technik dentystyczny. A na czwartym  ja i pomieszczenie Pana Technika który całymi dniami tworzy zęby dla pacjentów. 

Ostatnio już myślałam, że Wiosna idzie ale dzisiaj jednak spadł śnieg. 

Mieszkam w centrum co jest dość wygodnie bo do każdego miejsca mam blisko. 

Prawie wszystkie okna mamy poddaszowe ale jedno jest zwykła a za nim. Taki oto widok. Drugi blok.


Od Justyny i Patki dostałam bardzo dużo rzeczy "potrzebnych do mieszkania" więc bardzo im dziękuję za to. I cieszę się, że mogłam coś zrobić po swojemu. 

Korytarz. 

Bądź sąsiadem dentysty ;) 

Wejście do bloku od tyłu. 

Ostatnio przebyłam spacer do okolicy. Okolicę lubię gdyż jest "iście niemiecka". czyli taka jaką lubię. 

wtorek, 29 stycznia 2013

Koniec !

I nadeszło, po szesnastu miesiącach przestaje być Au Pair. Jeszcze niedawno ten czas był dla mnie tak odległy, że nawet o nim nie myślałam. A teraz, już ktoś inny mieszka w moim pokoju, ktoś inny czyta "moim" dzieciaczkom bajki i ktoś inny staje częścią rodzinny do której ja tak bardzo przywykłam. 
Z racji takiej, że kończy się pewien etap mojego życia, ten nawet przyjemny, dodaje ostatnią serię zdjęć z Nikona z którym muszę się pożegnać. 

Post który trochę podsumowuje moje życie więc łączę go ze "złotymi myślami" Klubu Polki na Obczyźnie. 


Na swoje zdobywanie doświadczenia z dziećmi wybrałam Niemcy. Wiem, że Wielka Brytania, Francja czy USA to jest coś większego aczkolwiek nasi zachodni sąsiedzi zawsze mnie interesowali. Poza tym są blisko więc gdybym zmieniła zdanie miała bym blisko do domu. . Po ucieczce od pierwszej rodziny (nie każda rodzina nadaje się na posiadania Au Pair) zamieszkałam w Bielefeldzie. I tutaj ciekawostka o której już mówiłam - stąd pochodzi dr. Oetker.

Aczkolwiek moje miejsce zamieszkania w Niemczech zmieniało się stopniowo. Przez pierwsze dwa miesiące mieszkałam w regionie zwanym Hesja (Hessen), potem przyszedł nasz na Nadrenie Północną-Westfalie (Nordrhein-Westfalen) a teraz przyszedł czas na region noszący dumną nazwę Dolna Saksonia" (Niedersachsen).


Ciekawostka. W Niemczech mieszka 85 mln ludności czyli dwa razy tyle co w Polsce a przecież kraj ten nie jest aż tak bardzo większy obszarowo on naszego kraju. Powracając. 30 % z tych wszystkich ludzi to osoby posiadające podwójne obywatelstwo.

Prawie 45% z całej liczby to obcokrajowcy.  60% to Turcy a potem to już wiadomo, Rosjanie, Polacy, Grecy,  itd...
25 % całego społeczeństwa to emeryci i renciści więc szkoły o kierunkach "pomocy starszym" są teraz w modzie.

Zauważyć trzeba, że gospodarka tego kraju jest bardzo wysoka. I to właśnie dzięki obcokrajowcom którzy pracują na to wszystko ... . Żaden szanujący się Niemiec nie pójdzie pracować za 8 czy 9 euro na godzinę więc posiadają obco krajowców którzy zapełniają "niechciane" stanowiska pracy.

Drogi,służba zdrowia - są to rzeczy których "my" będziemy im zazdrościć i to jeszcze długi czas. I tak, tak, tak jacy to oni byli źli podczas wojny. Nie okłamujmy się - za Rosjan było gorzej (słowa mojej babci).

I na koniec - oni tę wojnę przegrali tak przy okazji.



Dzięki grzeczności host mamy mogłam pobawić się aparatem analogowym i powiem Wam, że bardzo to polubiłam.


Nie jestem osobą tęskniącą za domem rodzinnym  więc uważam, że wyjazd gdzieś bardzo daleko też był by dla mnie odpowiedni. Aczkolwiek, są rzeczy za którymi czasami (zwłaszcza wieczorami) zdarza mi się zatęsknić. Harcerstwo, niestety nic nie może nawet w minimalnym stopniu liczyć się z atmosferą rajdu czy obozu, śpiewania do samego rana piosenek które jednak zna się na pamięć. Z oglądaniem ludzi którym "prawie zna się na wylot". To dzięki harcerstwu jestem tym kim jestem, zobaczyłam niemal całą Polskę i poznałam ludzi których darzę szacunkiem. Oczywiście Scouting tylko  w minimalnym stopniu różni się on Polskiego harcerstwa ale to tylko w Polsce mogę usiąść i nie zaglądając do śpiewnika zaśpiewać wszystkie piosenki (a przy niektórych z nich nawet uronić łzę).


Tablica chyba zawędruje ze mną wszędzie. Z bólem serca ściągałam ją ze ściany gdy uporządkowywałam pokój dla nowej Au Pair.


Podczas tego czasu poznałam bardzo wiele ciekawych ludzi. Mieli różne kolory skóry, różne poglądy, różne zwyczaje ale każdy z nich pokazał mi w jakimś minimalnym stopniu, że bez ludzi ten Świat nie był by taki wspaniały.



Uwielbiam w tym kraju to, że jest prosty i pomocny obywatelowi. Że żel pod prysznic firmy "Dove" nie kosztuje 13 zł tylko 1, 45 euro (co w przeliczniku i tak nie daje 13^^). Że kupując bilet autobusowy jadąc w jednym kierunku mogę zmieniać autobusy aż przez 90 min. Tu pozdrawiam Wałbrzych gdzie np jadąc z Książa na Podzmacze "8ką" muszę kupić bilet. Przesiadając się na Podzamczu i jadąc "D" na Plac Grunwaldzki muszę kupić kolejny a żeby znaleźć się na Placu Górnika gdzie dojeżdża "5" muszę kupić kolejny. Eh. aż nie chce się jechać ;)


Moje ulubione czyli  - jedzonko. Jedzenie to temat rzeka. Kiełbasa to przysmak w tym kraju. Bratwurst czy Carryywurstw to rzecz święta. Z racji inwazji ludzi krajów "bliskiego wschodu" kebab, doner itp są tutaj bardzo powszechne i cieszą się wielkim zainteresowaniem. Ja swoje serce oddałam Back Factory. Bułki gotowe, więc nie trzeba się natrudzić.  Do tego kawa z odrobiną czekolady i jestem szczęśliwa. Ale nie pogardzę też azjatyckim ryżem i kurczakiem na ostro czy piwem "Beck's".

Polubiłam także wina - zwłaszcza te wiśniowe oraz truskawkowe a także krewetki i szparagi.

Ale tutaj uwaga! Przez pierwsze dwa miesiące przytyłam osiem kilogramów i powiem, że bardzo trudno jest mi wrócić do poprzedniej wagi.


Program Au Pair. Polecam każdemu, nie ważne do jakiego kraju chcemy wyjechać. Ważne, że chcemy i to się liczy. O tym, jak dogaduje się z rodziną i dzieciakami już kiedyś wspominałam więc nie będę do tego wracać. I tutaj bardzo ważne, jeśli się nam coś nie podoba, coś przeszkadza to mówmy o tym bo to bardzo pomaga i ulepsza atmosferę. 

Oczywiście pobyt z dziećmi to nie tylko zabawy i ich uśmiech ale także płacz, złość dzieci która jak wiemy potrafi być ogromna. Wtedy mamy chęć rzucenia tego wszystkiego i pójścia gdzieś daleko. Ale takie jest życie i przecież nie zawsze jest kolorowo ;) 

Uważam, że przywykłam do dzieci bardzo a wręcz za bardzo tak jak i one do mnie. I naprawdę podziwiam nową Au Pair za jej siłę, chęci i wysiłek jaki wkłada aby dzieci ją zaakceptowały. 



Wiem, że wielu mnie za to potępi ale uważam, iż Niemcy to piękny kraj. Zwłaszcza dla mnie, pasjonatki gór,lasów,  starych budowli oraz wąskich uliczek, których tutaj nie brakuje. 



Zakochałam się. Przyjeżdżając tutaj miałam dwa plany "po". Studia w Polsce bo wiadomi politologia bądź turystyka czekają na mnie. Bądź pozostać jeszcze Au Pair w Szwajcarii i Wielkiej Brytanii by na sam koniec postawić nogę za Oceanem (marzenie i cel większości Au Pair). Ale wszystkie plany poszły w las kiedy poznałam pewnego Pana o dość specyficznym poczuciu humoru i chęcią bawienia się z moimi dzieciaczkami. Swojej host rodzince chyba do śmierci będę dziękować za to, że zaakceptowali Go, pozwalali  mu przyjeżdżać do mnie zawsze i w sumie jego też potraktowali jako członka rodziny. Co spotyka Au Pair'ki mało kiedy - jak wiemy.

Praca z dziećmi. Od zawsze miałam kontakt z nimi. Harcerstwo, wolontariat... Nie uważam, że jestem przyszłym pedagogiem aczkolwiek praca z dziećmi sprawia mi radość a i jakoś łatwo  mi idzie dogadywanie się z nimi . Oczywiście wiele też zależy od samych dzieci i ich charakterów. Biedna Au Pair zawsze musi uważać - bo na obczyźnie dzieci są wychowywane inaczej niż u nas. Ja miałam to szczęście i trafiłam na bliźniaki. Wiadomo, praca podwójna bo wszytko robimy dwa razy. Bliźniaki to zazwyczaj dwa całkiem inne charaktery (a jeżeli są różnych płci jak moim przypadku to już całkiem) który w walce ze wspólnym wrogiem - w tym wypadku ja - potrafią współdziałać  a jak wiadomo to siła prawie nie zniszczalna. Czasem czułam zmęczenie i może nie tyle fizyczne co psychiczne. Ale o ciężkich dniach się zapomina gdy dwa dni przed Twoim wyjazdem dziecko Ci mówi "Marta, będę za Tobą tęsknił".

Będę tęskniła!

Was, drodzy czytelnicy z tego miejsca przepraszam ale przez dłuższy czas nie będzie mnie na blogu gdyż muszę jednym, wielkim krokiem wejść w dorosłe i jak bardzo samodzielne życie. Życie na obczyźnie którego, jeszcze dwa lata temu w ogóle bym się nie spodziewała. 

Pozdrawiam,  M. 



PS. Z ostatniego dnia bycia Au Pair.


Dziecko: "Marta, mogę czekoladę zjeść".
Marta: "Możesz, to mój ostatni dzień".
Dziecko: "Marta, jak pojadę do Twojego  nowego mieszkania w odwiedziny to wezmę do sobą czekoladę, ok? Żebym mógł ją zjeść". 

;)